Forum Weselne miasta Łodzi
Forum weselne, wesele i ślub w Łodzi i woj. łódzkim

Mężatki - Poslubny dolek...

FifthAvenue - Wto Wrz 05, 2006 3:07 pm
Temat postu: Poslubny dolek...
Taki oto artykul do przeczytania dzis na onecie:

Cytat:

Poślubna depresja - od uniesienia do przygnębienia
Maxine Frith
To był najwspanialszy dzień twojego życia! A więc – zgodnie z logiką - następne musiały być już gorsze. Ale czy spodziewałaś się, że będą aż tak złe, by przyprawić cię o poślubną depresję?

U Hayley Brown poślubna melancholia pojawiła się tuż po powrocie z miesiąca miodowego z jej mężem Wesleyem. – To było naprawdę dziwne – wspomina. – Przez osiemnaście miesięcy oszczędzaliśmy, planowaliśmy, dopinaliśmy wszystko na ostatni guzik, a potem nadszedł ten dzień i wszystko się skończyło. Zaczęłam się zastanawiać: co dalej? Nie było już o czym rozmawiać, ani na co czekać i właśnie wtedy dopadło mnie przygnębienie. Straszne!

Pani Brown nie jest wyjątkiem. Według specjalistów, jedna na dziesięć młodych mężatek pada ofiarą poślubnej depresji.

Oczywiście, jeśli nazywasz się Britney Spears, jeszcze zanim minie weselny kac podsuwasz mężowi papiery rozwodowe. Aktorka Renée Zellweger potrzebowała czterech miesięcy na zalegalizowanie rozstania z gwiazdorem muzyki country Kennym Chesneyem. Jako oficjalny powód rozwodu podano… oszustwo.

Ale dla zwykłego człowieka problem nie ogranicza się tylko do rozczarowania z powodu zakończonej imprezy weselnej lub uzmysłowienia sobie - po gorącym okresie wzajemnej fascynacji - że w codziennym życiu partner drastycznie różni się od wymarzonego ideału. Brytyjscy nowożeńcy zaczynają też ostro rywalizować ze znanymi z rekordowej długości i wystawności indyjskimi weselami. Przeciętny koszt wesela wynosi już 20 tysięcy funtów, więc 20 procent małżeństw wchodzi na nową drogę życia z poważnym długiem na karku. Poślubne przygnębienie nie objawia się jedynie w postaci problemów psychicznych, ale również w czysto fizycznej formie. Kiedy opada poziom adrenaliny, która pozwoliła przetrwać parze młodej morderczy tydzień poprzedzający ślub, pojawia się zmęczenie, atakują przeziębienia i wynikające z obniżonej odporności wirusy.

Hayley Brown, obecnie matka dwojga dzieci, przypomina sobie o jeszcze innych objawach stresu. – Podobnie jak większość panien młodych, około dziewięć miesięcy przed ślubem przeszłam na dietę. Zrzuciłam mnóstwo kilogramów, ponieważ w tym wyjątkowym dniu chciałam wyjątkowo wyglądać – opowiada. – Ale krótko po ślubie zaczęłam się zastanawiać, po co to wszystko było? Zaczęłam jeść w ramach pocieszania się i wpadłam w kolejną depresję, spowodowaną gwałtownym tyciem. W tym okresie czułam, że wszystko sprzysięgło się przeciwko mnie.

Niedawne badania odnotowały również gwałtowny spadek kobiecego libido, skutkujący oziębłością płciową. Według specjalistów, poziom fenyletylaminy – związku chemicznego zwanego również „substancją miłości” – spada u kobiet, kiedy te czują, że znalazły się w bezpiecznym związku. U mężczyzn jednak utrzymuje się on na stałym poziomie, co tylko zaostrza problemy pojawiające się podczas pierwszego roku małżeństwa.

Depresję pogłębia fakt, że przed ślubem wiele par nie miało żadnego wyobrażenia, jak będzie wyglądać ich życie po wypowiedzeniu sakramentalnego „tak.” Dr Jane Greer, terapeutka małżeńska i rodzinna z Nowego Jorku, twierdzi, że nie istnieje coś takiego jak „okres miodowy”, czy też przejściowy. W jej opinii, nowożeńcy muszą rozpocząć pracę nad powodzeniem swojego związku od pierwszego ranka po ślubie.

Na stronie internetowej dla nowożeńców The Nest (Gniazdko), Greer pisze: „Najważniejsze, abyście zawsze zdołali wygospodarować trochę czasu jedynie dla was dwojga. To świetna inwestycja w wasze małżeństwo. Może to być środowa kolacja we dwoje, albo niedzielne wylegiwanie się i wspólne rozwiązywanie krzyżówki. Znajdźcie chociaż parę godzin, podczas których nie będziecie działać oddzielnie, ale jako „my.” Terapeutka zaleca także, aby każdy z małżonków znajdował czas dla siebie i nie rezygnował ze swojego starego hobby. W przeciwnym razie węzeł małżeński zaciśnie się zbyt mocno, co może okazać się fatalne w skutkach.

Następna pułapka to wyolbrzymione oczekiwania w stosunku do partnera. Greer radzi: „Nie czuj się rozczarowana, jeśli okaże się, że twój mąż nie potrafi wbić gwoździa w ścianę, lub przygotować wystawnej kolacji. Małżeńska przysięga nie uczyni z niego w jednej chwili Supermęża, tak samo jak nie zrobi z ciebie Superżony.” 31-letnia Hayley Brown potwierdza te słowa: - Mieszkaliśmy z sobą, zanim się pobraliśmy, ale sądzę, że po ślubie moje oczekiwania co do Wesleya zwiększyły się – wspomina. – Chyba za bardzo wczułam się w rolę tradycyjnej żony i zaczęłam mu suszyć głowę o wiele częściej, niż przed ślubem.

Wyszłam za mąż dla czegoś więcej, niż tylko kawałka papieru, więc sprawy, które wcześniej tylko trochę mnie irytowały, zaczęły doprowadzać mnie do szału. Oczekiwałam od Wesleya większego zaangażowania. Upłynął dobry rok zanim dotarliśmy się jako małżeństwo. Musieliśmy nauczyć się więcej o zasadach brania i dawania w związku. W dodatku każdy oczekuje, że po ślubie będziecie nieustająco kwitli z miłości, więc tym trudniej zaakceptować pojawiające się problemy.

W niektórych przypadkach poślubna depresja przybiera bardziej drastyczne formy. W listopadzie ubiegłego roku fryzjerka Angela Christie została uznana winną jazdy po pijanemu i staranowania swoim Land Roverem przyczepy kempingowej przy prędkości ponad 150 km/godz.

29-letnia Christie ze Stirling w Szkocji broniła się w sądzie twierdząc, że cierpi na poślubną depresję. Wcześniej wiodła szczęśliwe życie, ale po ślubie jej mąż spędzał wiele czasu w pracy, a ona popadała w depresję i alkoholizm. Chociaż przypadek Christie można określić jako skrajny, wiele z ponad 300 tysięcy brytyjskich par, które wejdą w tym roku w związek małżeński, może doświadczyć podobnych problemów. Strona internetowa The Nest podaje więcej rad, jak zwalczać początkowe symptomy poślubnej depresji. Uczestniczki forum wymiany informacji proponują założenie albumu ślubnego, organizowanie spotkań „panien młodych,” a nawet zaproszenie na obiad matki, z którą będzie można przedyskutować każdą chwilę z tamtego dnia.

Na stronie można też znaleźć bardziej radykalne wskazówki, jak ta, aby pochlipująca żona zrelaksowała się namawiając męża, aby dał się sfotografować w jej sukni ślubnej. Jednak poddany takiej próbie, w ramach doświadczenia, jeden z mężów (mój) przełknął pomysł z równą łatwością jak kilkutygodniowy kawałek weselnego tortu: - Jak do ciężkiej cholery mam się wcisnąć w ten sznurowany gorset i sukienkę, która wygląda jak płetwa!? – jęknął żałośnie.

Jak zdeptać deprechę

Skompletuj kolekcję weselnych skarbów. Mogą to być wizytówki, plan rozsadzenia gości przy stole, czy rzucane na szczęście monety. Na dłuższą metę nieustanne wracanie do tamtych dni może okazać się niezdrowe, ale przeglądanie pamiątek z pewnością pomoże ci zwalczyć uczucie poweselnego rozczarowania.

Zaproś na wspominkową kolację przyjaciółki z wieczoru panieńskiego, abyście mogły pooglądać zdjęcia i spędzić miłe chwile z dala od twojego męża.

Nie spodziewaj się, że wszystko się zmieni. Irytujące przyzwyczajenia twojego męża sprzed ślubu nie znikną po wypowiedzeniu magicznego słowa „tak.”

Strona internetowa The Nest radzi, abyście natychmiast po powrocie z miodowego miesiąca zaczęli planować kolejny urlopowy wyjazd - będziecie mieli na co czekać.

Znajdź sobie nowe hobby. Przez ostatni miesiąc każdą wolną chwilę zajmowało ci planowanie ślubu. Zastąp dyskusje na temat koloru kwiatów przy ślubnym ołtarzu na lekcje jogi, aby wyciszyć się po tygodniach napięcia.

Oboje możecie odczuwać, że nagle utraciliście swoją niezależność. Dlatego postarajcie się wykonywać pewne rzeczy oddzielnie.

Jak stworzyć udane małżeństwo

Może to niezbyt romantyczne, ale sekretem dobrego początku jest obniżenie własnych oczekiwań. Według badań przeprowadzonych przez pismo naukowe „Journal of Personality and Social Psychology”, osoby oczekujące od partnera nieustającej miłości od samego początku małżeństwa były mniej zadowolone ze swoich związków w następnych latach.

Terapeuci radzą, aby młode pary pracowały nad rozwojem swojego związku od pierwszych dni po ślubie.

Istnieją instytucje, które prowadzą kursy przygotowawcze do małżeństwa oraz rozmowy motywujące do poślubnego wigoru. Kursy mają zwiększyć szansę, że małżeństwo przetrwa kryzysowy siódmy rok.

Mimo wzrastającej liczby rozwodów, Brytyjczycy nie tracą wiary w instytucję małżeństwa. Brytyjski Urząd Statystyczny informuje o zawarciu 311 180 związków małżeńskich w 2004 roku, który jest trzecim rokiem z rzędu, w którym przybywa młodych małżeństw.

W tym samym roku odnotowano 167 116 rozwodów. ?rednia wieku rozwodników to 42,7 lat, a rozwodniczek – 40,2 lat. ?rednia długość związku małżeńskiego zakończonego rozwodem to 11,5 roku - o ponad 2 miesiące dłużej niż w roku 2003.

?ródło: The Independent

Pusiak - Wto Wrz 05, 2006 3:38 pm

Artykuł sam w sobie bardzo ciekawy :) I nawet całkiem pouczający :)

Ja osobiście nie cierpiałam na poślubną depresję :)

misia-misia - Wto Wrz 05, 2006 5:22 pm

Pusiaczku ja tez nie :wink:
eir - Wto Wrz 05, 2006 5:27 pm

Mi tez to raczej nie grozi. Czesciowo dlatego, ze dobrze znam mojego przyszlego meza i nie wymagam, ze bedzie po sobie na przyklad sprzatal, bo wiem, ze nie bedzie :-) Poza tym wydaje mi sie, ze opisane w tym artykule osoby popadly w depresje dlatego, ze za bardzo przejmowaly sie slubem i przygotowaniami dla niego. Dla mnie to nie jest taka wielka sprawa, wiec nie zamierzam na tyle zatracic sie w przygotowaniach przedslubnych, zeby zapomniec o bozym swiecie, a pozniej obudzic sie jak z letargu i uznac, ze nic juz nie jest takie, jak wczesniej :-)
imbrulka - Wto Wrz 05, 2006 8:33 pm

Zgadzam się w całej rozciągłości z Eir! Jeśli przygotowania do ślubu przysłonią komuś cały świat i najwazniejsze sprawy to własnie tak może się stać. Kończą się przygotowania i ... koniec.
U mnie już 37 dni po ślubie i depresji nie widać :) Hmmm.. jakoś tak nawet lepiej jest :D

Magda2 - Wto Wrz 05, 2006 9:02 pm

Znamy sie bardzo dobrze (11 lat), mieszkamy razem - 8 lat, ale tak jakos mi zal, ze juz po wszystkim - to oczekiwanie, przygotowania, itd.... Slub, wesele, dom.....
Co my mamy teraz organizowac?
W artykule jest napisane, zeby zajac sie czyms nowym - sport, spotkania ze znajomymi, itd, ale my to rowniez robilismy przed slubem......

Mam nadzieje, ze to nie TA depresja mnie dopadla - tego by mi tylko brakowalo :roll:

kryszka - Wto Wrz 05, 2006 9:55 pm

Dzięki forum taka depresja jest niemożliwa. :lol: Wystarczy się tu zadomowić i być na bieżąco z przygotowaniami innych, doradzać, wybierać, komentować. :hyhy:
Ilona83 - Pon Mar 19, 2007 11:04 pm

prawdopodobnie nie będzie poślubnej depresji ale coraz częściej ogarnia mnie przedślubny niepokój :(
soseczka - Pon Mar 19, 2007 11:07 pm

wydaję mi sie ,ze u mnie tez nie powinno byc poslubnej depresji ale nic nigdy nie wiadomo.ale zgadzam sie z Ilonką powoli mnie juz tez dopada przed slubny strach ale tak na prawde strach ma duze oczy :)
misia-misia - Pon Mar 19, 2007 11:09 pm

kryszka napisał/a:
Dzięki forum taka depresja jest niemożliwa. :lol: Wystarczy się tu zadomowić i być na bieżąco z przygotowaniami innych, doradzać, wybierać, komentować. :hyhy:


a co to ta depresja :D bo przez forumowania nie zaznałam...

a na poważnie to jedno co mnie dopadło po ślubie to stwierdzenie "szkoda, że to już po"...

soseczka - Pon Mar 19, 2007 11:18 pm

takze uwazam ,ze forum jest takim miejscem gdzie mozna sie odłączyć od niektorych problemow i przeniesc sie w ten cudowny czas jakim jest slub i cale przygotowania do niego.na prawde wielkie podziekowania i gratulacje dla twórców tego forum :)
asia84 - Pon Mar 19, 2007 11:28 pm

ja też uważam, że forum bardzo pomaga :) pod wieloma względami :)
cosola - Sob Cze 14, 2008 9:05 pm

Ja mam lekki poślubny dołek ale z innego powodu... z takiego ze wcale nie czuję się żoną, bo nic sie nie zmieniło, mieszkam z mamą, bo kończę studia a mój mąż jest za granicą :rozpacz: będzie tak jescze do 12. lipca, wtedy do niego jadę i obiecaliśmy sobie, że już nigdy nie będziemy się na długo rozdzielać.
kryszka - Pon Cze 16, 2008 11:56 pm

Cosola - to już niedługo. :glaszcze: Wykorzystaj ten czas dla siebie (i mamy), bo potem nie dość, że w obcym kraju, to jeszcze pewnie trochę czasu minie zanim przyzwyczaisz się do nowego życia.
Klaudynka - Wto Cze 17, 2008 12:38 am

Zgadzam się z Kryszką

Cosolko, spróbuj sobie jakoś zorganizować ten czas tak, aby nie myśleć non-stop o tęsknocie. Może jakieś dodatkowe zajęcie? Mi bardzo to pomaga-szczególnie teraz za granicą. Wiem że łatwo mi mówić, ale z pewnością sobie poradzisz-czas bardzo szybko płynie...
3maj się :)

klarysa - Sro Sie 06, 2008 8:10 pm

no tak, u mnie problem podobny. tylko, ze my mieszkamy razem ale sie nie widzimy ze wzgledu na rozny czas pracy. i nie ma szans na zmiane sytuacji ze wzgledu na nasze zawody. wiec sie z mezem nie widze wcale (no moze 1-2 dni w miesiacu) :cry:
podrozniczka - Nie Sie 31, 2008 12:23 am

Ja zadnego dolka nie mialam i wrecz przeciwnie - kazdy nowy dzien jest lepszy od poprzedniego.
fiona83 - Pon Wrz 01, 2008 7:45 pm

Mogę rękoma i nogami się podpisać pod słowami podróżniczki. :mrgreen:
Zadziwiające tylko są zachowania niektórych ludzi w stosunku do mnie - mężatki. Jestem bardzo zaskoczona. In minus :-? Na szczęście to tylko kilka przypadków. Stwierdzam, że ludzie są straaaaaaaaasznie zazdrośni.

podrozniczka - Wto Wrz 02, 2008 10:44 am

Kurcze Fionka mam nadzieje ze ja nic nie palnelam? :oops:
fiona83 - Wto Wrz 02, 2008 10:54 am

Chyba żartujesz :) Coś Ty.
Miałam na myśli znajomych z reala, dla których małżeństwo oznacza odizolowanie się od reszty społeczeństwa. Z jednej strony odpychają, z drugiej zazdroszczą, z trzeciej są ciekawi "jak tam się żyje ?".

Człowieki to dziwne stworzenia jednak są.
Na szczęście tych normalnych znajomych jest więcej niż tych dziwnych ;)

podrozniczka - Wto Wrz 02, 2008 11:52 am

A to prawda! A do tego mam wrazenie ze najwiecej o malzenstwie wiedza Ci ktorzy nigdy nie byli w zwiazku dluzej niz 2 miesiace (o malzenstwie nie wspominajac).
tomcia - Pią Lis 04, 2011 4:30 pm

Hmmm... a ja odczuwam smutek, że te wszystkie przyjemne (choc i lekko stresujące) przygotowania, dylematy i dylemaciki już za mną... Może jest tak poniekąd też dlatego, że nawarstwiło mi się trochę pracy, sporo spraw odkładałam (również za namową szefów) "na po ślubie" i teraz przychodzi ta szara rzeczywistość-zamiast wyboru koloru róż do wiązanki, wybór "czy rozbić wyniki z pomiarów na 2 wykresy czy pokazać na 1?"
Przed nami jeszcze podróż poślubna, choć 2 miesiące po ślubie, to już raczej zwykła wycieczka niż prawdziwy honeymoon, ale zawsze coś.

Malena - Sro Lis 09, 2011 3:07 pm

tomcia napisał/a:
ja odczuwam smutek, że te wszystkie przyjemne (choc i lekko stresujące) przygotowania, dylematy i dylemaciki już za mną..

ja tez o tym slyszalam i zastanawialam sie jak to bedzie ze mną, ale...mi w ogóle nie brakuje tych przygotować, zamknięty etap i jest cudownie, rozpoczelismy nowy etap, mamy sporo pracy, inne wyzwania, cieszymy się sobą i przyjaciółmi, nie ma mowy o dołku - mimo, że dość intensywnie zyłam przygotowaniami ślubnymi.

[ Dodano: Sro Lis 09, 2011 3:10 pm ]
tomcia napisał/a:
Przed nami jeszcze podróż poślubna, choć 2 miesiące po ślubie, to już raczej zwykła wycieczka niż prawdziwy honeymoon

e tam, zdarzaja sie i hanejmuny pozniej, ważne, że jedziecie, na pewno poprawi Ci to nastrój:)
Nam było ciężko się przestawić po podróży, ale ty tylko od Was zalezy, czy rzeczywistośc bedzie szara - my tak organizujemy sobie czas, by szaro nie bylo.

tomcia - Wto Lis 15, 2011 8:30 pm

Malena napisał/a:
mamy sporo pracy

my aż za dużo. Pracy i nauki.
Malena napisał/a:
cieszymy się sobą i przyjaciółmi

a my nie ma kiedy :evil:
Malena napisał/a:
tomcia napisał/a:
Przed nami jeszcze podróż poślubna, choć 2 miesiące po ślubie, to już raczej zwykła wycieczka niż prawdziwy honeymoon

e tam, zdarzaja sie i hanejmuny pozniej, ważne, że jedziecie, na pewno poprawi Ci to nastrój:)

jak klapniemy na egipskiej plaży to przez 3 dni się nie podniesiemy (i kto to mówi!? Miłośniczka gór, przyrody i aktywnego wypoczynku!)

Malena, powinnaś na wzór Agi dodać sobie "Positive" przed nickiem:)

ava - Sro Lis 16, 2011 6:39 pm

Mimo, że tak jak Malena
Malena napisał/a:
dość intensywnie zyłam przygotowaniami ślubnymi.
, to żadnego dołka nie miałam, po prostu nie miałam na niego czasu - w ciągu 10 dni wzięłam ślub, wyprowadziłam się od Rodziców i zaczęłam pierwszą w życiu pracę, na dodatek w Łodzi 8) To był naprawdę zakręcony czas :)
Malena - Sro Lis 23, 2011 9:32 pm

tomcia napisał/a:
powinnaś na wzór Agi dodać sobie "Positive" przed nickiem:)

:) :):):)

koniczynka84 - Sro Gru 07, 2011 12:17 pm

jak to stwierdził mój K. "skoro szalejesz już niecałe 2 lata przed ślubem to co będziesz robiła po nim?"
sprawa prosta... zacznę planować wyprawkę dla dziecka :D

Dorotka_ - Wto Sie 04, 2015 10:13 pm

Byłam stukniętą panną młodą, żyłam przygotowaniami, planowałam, myślałam, zadręczałam wszystkich dookoła. Po naszym ślubie i weselu nie mam żadnego dołka, bo rodzinka i przyjaciółki prosiły mnie o pomoc w organizacji ich ślubów i nadal jestem w tym półświatku ślubno-weselnym :)
Catylyn89 - Sro Sie 05, 2015 11:28 am

Miałam dół po ślubie, do czasu, aż mój Małż mi nie podsunął pomysłu "Może zaczniesz organizować wesela? Przecież już organizowałaś masowe i tematyczne imprezy, to z tym też nie powinnaś mieć problemu." Sam mnie zapisał na szkolenie i za nie zapłacił i teraz pomagam innym Młodym Parom w realizacji ślubnych marzeń :smile: Nie zamieniłabym tej roboty na żadną inną :razz:
dziduunia - Czw Sie 06, 2015 5:31 pm

hehe mi by sie przydala taka osoba co by mi wszystko zorganizowala bo to szukanie, zalatwianie, mnie denerwuje. wolalabym spac spokojnie i zajac się Panną M. (bo troche jest zaniedbana jak tak szukam i szperam) niz myslec: nie mam tego tamtego jeszcze zostalo to i tamto do zalatwienia. :P tylko niestety wszysto kosztuje w dzisiejeszych czasach wiec jest na mojej glowie organizowanie.
Alice_Liddell - Sob Sie 08, 2015 1:04 am

Hm, a mi właśnie jakoś tak smutno, żal, ze to już koniec. że nie mam czego wyczekiwać, czego szykować. Teraz będzie pierwszy weekend gdzie nie będziemy jechać na kurs tańca ani nic. Taki powrót do szarej rzeczywistości. Jeszcze przez miesiąc mieliśmy ,,własne" mieszkanie. Teraz znów tego nie ma. Wiem marudzę. Po prostu ślub i wesele i cały ten magiczny czas mignęło jak pstryknięcie palców. Cóż, nic nie może wiecznie trwać...
herbatnik - Pon Sie 10, 2015 3:31 pm

Mimo iż Ten Wielki Dzień jeszcze przed nami, ja już czuję momentami smutek, że po 1,5 roku organizowania wesela przyjdą te dwa wyczekiwane dni i...będzie po wszystkim ;) Czasem męczące załatwianie, szukanie, dzwonienie, planowanie, ale jednak takie fajne. I już teraz widzimy, że wszystko idzie po naszej myśli i bez spiny doczekamy ślubu.
Julia_ja - Pon Sie 10, 2015 6:44 pm

A ja Wam powiem, że jedyne co nadal czuję (minęło półtora miesiąca) to ogromne szczęście. Moja euforia szczytuje od dnia, kiedy wraz z moim obecnym mężem poszliśmy w jednym kierunku (ponad 7 lat). Kompletnie nie brakuje mi tych przygotowań, choć byłam naprwdę walniętą narzeczoną - przez 2 lata przeszukałam wszystko co możliwe - internet, gazety, forum, zamęczyłam wszystkich do okoła a najbardziej chyba narzeczonego, którego czasem wpieniałam do czerwoności :-P wiem, że mi to nie minie i z pewnością nie dotknie mnie depresja. Choć rzeczywistość nie jest kolorowa, ja cieszę się każdym dniem a oczekiwanie... Czekam na wszystko- na dziecko, na śniadanie z mężem, weekend z rodziną, wieczorny seks, kolejny dzień w pracy i tak mogę wymieniać bez końca :-) mnie chyba nigdy nie opuszcza to zadowolenie z każdego dnia. Może to się zmieni, ale z pewnością nie będzie to jutro :-)
kapatka - Wto Sie 11, 2015 3:12 pm

Ja też należę do tych, którym całego tego zgiełku ślubno-weselnego trochę brakuje. To była wspaniała odskocznia od innych, codziennych zmartwień. Ale dołkiem bym tego nie nazwała. Najpierw była euforia ślubna, mam nadzieję, że już niedługo zastąpi ją remontowa, a później dziecięca. W przyrodzie nic nie ginie :)
Iru - Pon Paź 05, 2015 11:09 am

Dołka nie mam zdecydowanie. Tyci tyci brakuje planowania, organizowania ale nie konkretnie samego ślubu tylko tak w ogóle. Ale zaraz zacznie się u nas remontowanie mieszkanka i już powoli rozglądam się co jak bym chciała więc będzie i planowanie i organizowanie. Jednego jeszcze czego mi brakuje to tej godzinki kiedy od czasu do czasu ćwiczyliśmy taniec. A takto co do samego ślubu - był jest pięknym wspomnieniem, nie powiem przeżyłabym jeszcze raz, ale trzeba iść do przodu, bo będą następne okazje do oczekiwania i planowania :)
Gomigo - Nie Lip 03, 2016 8:39 am
Temat postu: Czy też tak miałyście....?
Dziewczyny, szukałam na forum i nie znalazłam. Czy też tak miałyście, że będąc na finiszu przygotowań w pewnym momencie zrobiło się wam bardzo przykro i smutno, że już takiej fajnej zabawy jak PRZYGOTOWANIA do wesela to nie będzie?

Ja jestem na finiszu przygotowań i taka nostalgia dopadła mnie jak miałam drugą przymiarkę. Bo pomimo nawału pracy, setki zapisanych kartek w notatnikach, to mimo że czasem narzekałam że mam dość tych przygotowań - to bardzo bardzo mi się one podobały. Co było w nich klimatycznego u mnie? Sama radość kupowania tych drobiazgów :) sukni, smokingu, dekoracji, myślenie o oprawie, zaproszeniach i innych rzeczach.

Miałyście tak?

Dorotka_ - Nie Lip 03, 2016 9:49 am

Gomigo, nie :smile:

Ja już miałam serdecznie dość przygotowań, stresu - nadszedł nasz dzień, a potem była cisza i spoookój :)

herbatnik - Nie Lip 03, 2016 10:08 am

Gomigo, rozumiem, o czym piszesz. Mnie tuż po ślubie dopadła tesknota za całym tym przedslubnym zamieszaniem, załatwianiem spraw. Jakoś tak pusto, mimo tego, że fajnie, bo impreza udana, szczęśliwe małżeństwo :) milo wspominam wiekszosc przygotowan. Z czasem przerodziło się to w tęsknotę za dniem ślubu, bardzo chciałam to wszystko przeżyć jeszcze raz.
oleczqa002 - Nie Lip 03, 2016 11:07 am

Gomigo, hihi właśnie to jest jeden z powodów dla których My odłożyliśmy Nasz ślub w czasie :) cieszę się, że mam dużo czasu na przygotowania ponieważ czerpię z tego radość :D oczywiście mam świadomość, że nadejdzie w końcu TEN DZIEŃ (którego też nie mogę się doczekać!) ale póki mogę to korzystam z tego, że mogę sobie przeglądać, oglądać, wybierać bez stresu, gdzie wszystko jest dostępne i mogę zaplanować wszystko tak jak sobie wymarzyłam :) a po swoim ślubie ? Chyba zostane wedding plannerką, wtedy przygotowania nigdy się nie skończą :smile:
kapatka - Nie Lip 03, 2016 11:32 am

Gomigo, podobny temat już był http://forum.wesele-lodz.pl/viewtopic.php?t=4746 :)
Asiek - Nie Lip 03, 2016 8:15 pm

Kapatka - dzięki. :)
Połączyłam oba tematy.

KarinaMa - Pią Mar 12, 2021 1:57 pm

W pierwszej chwili różne emocje są raczej normalne. Problem pojawia się w chwili, gdy te nie mijają i jeszcze się pogębiają. Jeśli właśnie to przeżywacie, to zamiast się zamykać w samotności, lepiej byłoby skorzystać ze wsparcia dobrych specjalistów. Wiem, że akurat u nas w mieście działa Klinika PsychoMedic.pl, w której przez 7 dni w tygodniu przyjmują najlepsi specjaliści. Właśnie dlatego warto zadzwonić do 42 644 44 44 i umówić się do nich na dogodny dla Was termin.

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group