Strona korzysta z plikow cookie w celu realizacji uslug zgodnie z Polityka prywatnosci.

Mozesz okreslic warunki przechowywania lub dostepu do cookie w Twojej przegladarce lub konfiguracji uslugi.

Forum Weselne miasta Łodzi Strona Główna Forum Weselne miasta Łodzi
Forum weselne, wesele i ślub w Łodzi i woj. łódzkim

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  KalendarzKalendarz  StatystykiStatystyki
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  AlbumAlbum
 Ogłoszenie 
Wasze albumy zdjęć ALBUM
Regulamin forum REGULAMIN
Reklama w serwisie REKLAMA
nostalgia

Poprzedni temat «» Następny temat
czy wkurzają was wasi mężowie?
Autor Wiadomość
kasia3203 

Wiek: 41
Dołączyła: 18 Sie 2008
Posty: 11
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw Wrz 18, 2008 1:33 pm   czy wkurzają was wasi mężowie?

mój mnie ostatnio strasznie. kurcze, dopiero 5 lat po ślubie a ja mam czasami dość. a co będzie dalej...
 
 
Pusiak 
- Dyktator


Wiek: 38
Dołączyła: 15 Lut 2005
Posty: 3311
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw Wrz 18, 2008 1:37 pm   

Zdarza się w najlepszych małżeństwach :) A co dalej :?: Pogadać trzeba :)
_________________

 
 
 
mietka 
double trouble


Wiek: 42
Dołączyła: 28 Cze 2007
Posty: 1749
Skąd: Łódź/Żabiczki
Wysłany: Czw Wrz 18, 2008 1:54 pm   

tak juz jest z mezami, ze czasem wkurzaja, ale jak juz sie zdecydowalysmy sie powiedziec "tak", to trzeba teraz probowac wszystkiego, zeby bylo dobrze :)
_________________
 
 
kryszka 
z doskoku ;)


Dołączyła: 09 Paź 2003
Posty: 4836
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw Wrz 18, 2008 2:48 pm   Re: czy wkurzają was wasi mężowie?

kasia3203 napisał/a:
a co będzie dalej...

1. będzie jak jest
2. w końcu się dotrzecie i będzie lepiej
3. pozabijacie się

:wink:
_________________

"Gdyby nie internet nie wiedziałbym, że na świecie jest tylu idiotów." Stanisław Lem
 
 
*Asiek 
Moderator
Czarownica vel Anioł


Dołączyła: 05 Sty 2004
Posty: 2216
Skąd: Kiedyś Łódź
Wysłany: Czw Wrz 18, 2008 2:56 pm   Re: czy wkurzają was wasi mężowie?

kasia3203 napisał/a:
kurcze, dopiero 5 lat po ślubie a ja mam czasami dość.

Ja też ponad 5 lat po ślubie. :)
Zależy jak bardzo masz dość. Za mało danych, żeby coś doradzać. Może napisałaś to w nerwach po kłótni, a może na spokojnie i naprawdę masz dość i właśnie podejmujesz decyzję.
Jakbyś chciała pogadać, niekoniecznie na forum, to napisz do mnie priv.
Pozdrawiam. :)
Asiek
_________________
 
 
555 


Dołączyła: 02 Lis 2006
Posty: 1486
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw Wrz 18, 2008 9:04 pm   

u nas nawet rok nie minal, a ja mam czasem ochote go zabic (i wiem, ze vice versa.. ;)) )
ale chyba tak z mezami jest, ze czasem nas strasznie wkurzaja, a czasem sa tak cudowni, ze nie wyobrazamy sobie zycia bez nich.. ja humory mojego staram sie przeczekiwac w oddaleniu (np. umawiam sie z kolezanka na kawke albo ide na samotne zakupy), zwykle jak zateskni to mu przechodzi :))
_________________
 
 
EwaM 


Wiek: 36
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 2535
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw Wrz 18, 2008 9:32 pm   

Czasem mnie wkurza, ale generalnie nie jest źle. Mój mąż jak go coś boli to robi się straszny - ma muchy w nosie i jest zły na cały świat. A z racji wykonywanego zawodu i wrodzonego talentu do uszkadzania swojego ciała zdarza mu się to często.
 
 
kasia3203 

Wiek: 41
Dołączyła: 18 Sie 2008
Posty: 11
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią Wrz 19, 2008 10:17 am   

ogólnie rzecz biorąc, to nie mam dość tak całkiem, tylko mnie po prostu wkurza. czasami mam wrażenie, że to nie ta sama cudowna i ukochana osoba której mówiłam "TAK"
i sama wiem, że czasami mam nerwy tak po prostu bez powodu, bo niby wszystko jest oki, bo jest, bo pracuje, bo pomaga, bo stara się, bo mogę na niego liczyć.
Czasami jest tak, ze mam nerwy dlatego, ze po prostu jest. ale jak go nie ma to jest mi strasznie, strasznie źle, i dzwonię czasami co pięć minut, kiedy wróci.
ehhh... chyba już sama nie wiem czego chcę i chyba sama się zamotałam w tym wszystkim.
 
 
EwaM 


Wiek: 36
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 2535
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią Wrz 19, 2008 10:42 am   

Może w ciąży jesteś i ci hormony buzują :wink:
 
 
gosc
[Usunięty]

Wysłany: Pią Wrz 19, 2008 11:46 am   

Witaj kasiu :)
ja jestem dopiero rok po ślubie i może nie powinnam się wypowiadać ale tak sobie myślę, że zawsze, nawet w najlepszym związku przychodzi moment zmęczenia sobą nawzajem i przymykania oko na rozrzucone skarpetki, niedomknięte drzwi szafy i pozostawiane wszędzie szklanki i kubki (powyższe przykŁady z mojego wŁasnego domu :zly: ). Może wtedy warto porozmawiać albo zrobić sobie przerwę, nawet na weekend, żeby odpocząć i dać sobie czas do przemyśleń - zwŁaszcza tej drugiej poŁówce.
 
 
kasia3203 

Wiek: 41
Dołączyła: 18 Sie 2008
Posty: 11
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią Wrz 19, 2008 12:47 pm   

napisałam ten post i tak siedzę sobie i myślę na ten temat. i może faktycznie czas od siebie odpocząć trochę, chociaż kilka dni. w sumie oboje jesteśmy zmęczeni, oboje pracujemy na 2 etaty, do tego dom, małe dziecko, wieczne fochy rodziców, powiem wam szczerze, ze ostatni wolny dzień (wolny bez pracy - nie od obowiązków) maiałam na początku lipca. mój mąż też. sama sobie zdaję sprawę z tego, że pora zwolnić, bo co mi po tym wszystkim, jak już się nie potrafimy cieszyć z niczego?
 
 
fiona83 

Dołączyła: 19 Kwi 2006
Posty: 2952
Skąd: skądinąd
Wysłany: Pią Wrz 26, 2008 9:13 pm   

Mój mnie absolutnie nie wkurza. Jeżeli to rozśmiesza.
Na ten przykład dzis kupił papier toaletowy z Looney Tunes i muszę podcierać tyłek królikiem Bugsem :vis A miał kupić zwykłą Reginę czy Velvet. No ale to przecież duży dzieciak jest :lol:
 
 
Maja_Kris 


Wiek: 35
Dołączyła: 05 Mar 2007
Posty: 1020
Skąd: Łódż/Kanzas
Wysłany: Sro Paź 01, 2008 9:26 am   

chcialabym czytac takie opowiesci o papierze toaletowym zawsze czytac!!!!

Kazdy mezus ma w sobie dziecko, moze i cale szczescie.
Mnie moj mezus nie denerwuje ale wczoraj dostał chyba "okres" ... wykrzyczal sie na maxa a ja sobie siedzialam z ksiazka w sypialni i udawalam ze go nie slucham... a niech krzyczy tylko niech mnie tym nie zarazi...czasem kazdy tak ma
_________________
najszczęśliwsza żona na świecie :)
 
 
fiona83 

Dołączyła: 19 Kwi 2006
Posty: 2952
Skąd: skądinąd
Wysłany: Sro Paź 01, 2008 9:58 am   

Maja_Kris napisał/a:
Kazdy mezus ma w sobie dziecko, moze i cale szczescie.


Mój dodatkowo został obdarzony potrójnym pakietem spokoju (tak sobie myślę, że mój zgarnął też) :lol: Uzupełniamy się doskonale i póki co wspólne zamieszkanie po ślubie niczym nas nie zaskoczyło. Jest zwyczajnie - jest wspaniale :buja w oblokach:
 
 
Ela_i_Adam 


Dołączyła: 21 Sty 2007
Posty: 860
Skąd: łódź-widzew
Wysłany: Sro Paź 01, 2008 11:21 am   

Sajonara6 napisał/a:

ja jestem dopiero rok po ślubie i może nie powinnam się wypowiadać ale tak sobie myślę, że zawsze, nawet w najlepszym związku przychodzi moment zmęczenia sobą nawzajem i przymykania oko na rozrzucone skarpetki, niedomknięte drzwi szafy i pozostawiane wszędzie szklanki i kubki (powyższe przykŁady z mojego wŁasnego domu :zly: ).

Sajonara mogłabym się pod tym podpisać jeśli chodzi o szklanki i kubki zostawione w całym domu i skarpetki a dokładniej ciuchy tylko że ja jak już mi bokiem to wychodzi i zaczynam kipieć biorę głęboki wdech i spokojnym głosem mówię zeby był tak miły i chował po sobie rzeczy i raczył trafiać brudnymi do kosza w łazience ;) na jakiś czas działa po czym sytuacja sie powtarza i muszę zaczynać wszystko od początku ale mam nadzieję ze w końcu zapamięta na zawsze :lol:
oczywiście czasem mam ochotę go udusić ale on wtedy patrzy na mnie wzrokiem jak małe dziecko i już nie potrafię się gniewać :kwasny:
_________________

Kocham Cię Adasiu :) 21.07.2007!!!!!!
 
 
EwaM 


Wiek: 36
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 2535
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw Paź 02, 2008 9:13 am   

A ja chyba wyszłam z założenia, że nie ma najmniejszego sensu awanturować się i wściekać o takie rzeczy jak zostawione na podłodzie skarpetki. Najwyraźniej większość mężczyzn tak robi i nasze wściekanie się, zaklinanie itd nic nie zmieni. O ile łatwiej po prostu je podnieść i wrzucić do kosza. I cóż znaczą te porzucone skarpetki w porównaniu ze wszystkimi zaletami mojego męża? ?e mi herbatę zrobi jak jestem zmęczona i jajecznicę na śniadanie jak jestem po imprezie i przyniesie soki z garażu jak wyjeżdża na kilka dni, żebym nie musiała sama nosić, i samochód mi umyje i posprząta, i kran naprawi, i odkurzy itd.
 
 
Kati 


Dołączyła: 23 Lut 2004
Posty: 3262
Skąd: :)
Wysłany: Czw Paź 02, 2008 5:28 pm   

EwaM napisał/a:
I cóż znaczą te porzucone skarpetki w porównaniu ze wszystkimi zaletami mojego męża?


To, że jak mama nie wychowała - to muszę niestety ja :-? Chyba jestem bardziej wymagająca - bo mój mąż takich przyzwyczajeń został przeze mnie oduczony :-?
_________________

 
 
 
jpuasz 


Dołączyła: 17 Maj 2006
Posty: 1210
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw Paź 02, 2008 7:57 pm   

Kati a już myślałam, że tylko ja taka zołza jestem :P Również próbuję oduczyć mojego męża od zostawiania bielizny gdzie popadnie :] Póki co różnie z tym bywa, no ale my dopiero pół roku po ślubie i niecały miesiąc w nowym mieszkaniu :)

A co do szklanek i robienia "maślanych" oczu, to już niestety częściej mi się zdarza :] Tzn np zjem kanapkę i wypiję herbatę rano, potem się spieszę i nie wyniosę talerzyka i kubka do kuchni. A wieczorem moje Kochanie pyta czemu nie sprzątnęłam. Ja robię oczy niewiniątka i mówię zgodnie z prawdą że nie zdążyłam :P A jak chcę sprzątnąć, to się okazuje, że już wwyniósł :P Kochany jest :)
_________________
Pozdrawiam :)
Paulina



 
 
gosc
[Usunięty]

Wysłany: Czw Paź 02, 2008 8:03 pm   

Kati napisał/a:
EwaM napisał/a:
I cóż znaczą te porzucone skarpetki w porównaniu ze wszystkimi zaletami mojego męża?

To, że jak mama nie wychowała - to muszę niestety ja :-? Chyba jestem bardziej wymagająca - bo mój mąż takich przyzwyczajeń został przeze mnie oduczony :-?

Przyjmuję wszystkie zalety mojego męża z wielkim szczęściem na twarzy ale to nie znaczy, że jak mnie coś irytuje to muszę to znosić (i vice versa). Więc uczę. Wielu rzeczy już nauczyŁam.
 
 
EwaM 


Wiek: 36
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 2535
Skąd: Łódź
Wysłany: Czw Paź 02, 2008 8:19 pm   

Rozumiem was i podziwiam pojętność waszych uczniów :wink:
Każdy ma trochę inny model rodziny i inny podział obowiązków, choćby ze względu na pracę męża i żony. U nas sytuacja jest specyficzna, bo mój mąż pracuje wybitnie nieregularnie i zazwyczaj długo i ciężko. To jest pierwszy powód, dla którego przyjmuję na siebie większość domowych obowiązków pomimo tego, że też pracuję. Drugi powód to nauki wyniesione z domu. U nas wszystkim zajmowała się mama (chociaż tata pomagał jak trzeba było) więc ja nie czuję się pokrzywdzona z tego powodu. A ostatnia kwestia to to, że bardzo dobrze znam mojego męża, jest dużo takich drobnych spraw, które od niego wymagam i zdaję sobie sprawę z tego, że niektórych rzeczy nie przeskoczę więc skupiam się na tym co jest realne do osiągnięcia. Na razie z dobrym skutkiem.
 
 
jpuasz 


Dołączyła: 17 Maj 2006
Posty: 1210
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Paź 06, 2008 3:34 pm   

EwaM napisał/a:
Drugi powód to nauki wyniesione z domu. U nas wszystkim zajmowała się mama (chociaż tata pomagał jak trzeba było) więc ja nie czuję się pokrzywdzona z tego powodu.


No cóż, wydaje mi się, że gdyby każdy tak do tego podchodził, to nie byłoby tego forum, bo wszystkie siedziałyby w domu, gotowały, sprzątały i wychowywały dzieci. I do tego jeszcze nie miałybysmy żadnego wpływu na ślub, bo to rodzice decydowaliby za kogo wyjdziemy za mąż. Także nie wszystko to co miało miejsce w naszych domach przed ślubem było dobre :) U mnie też było jak u Ciebie, tzn mama się wsszystkim zajmowała i teraz widzę jakie sa tego skutki. I powiedziałam, ze nigdy nie dopuszczę do takiej sytuacji. Nie zgadzam się po prostu z tym, ze miejsce kobiety jest w kuchni i jej zadaniem jest to co wyżej. Uważam, że małżonkowie powinni sie podzielić obowiązkami w miarę mozliwości i zdolności oczywiście. Jeśli ja gotuję, to mąż zmywa, jak ja piorę, to mąż rozwiesza i prasuje co umie, jak mąż odkurza, to ja myję podłogi, itd. itp. Na szczęście mój małżonek zgadza się ze mną w tej kwestii i pozostaje tylko kwestią czasu jak sie nauczy pewne rzeczy robić na tyle dobrze, ze ja nie będę musiała tego w ogóle robić :)
_________________
Pozdrawiam :)
Paulina



 
 
EwaM 


Wiek: 36
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 2535
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Paź 06, 2008 10:45 pm   

Jpuasz, podział obowiązków, który zaproponowałaś jest sprawiedliwy w sytuacji gdy kobieta i mężczyzna pracują po 8 godzin i mieszkają w blokach. Mój mąż pracuje zdecydowanie więcej niż ja. To jedno. A druga sprawa to taka, że wolę wypełniać "kobiece" obowiązki, po to, żeby od "męskich" trzymać się z daleka. Bo idąc twoim tropem to np skoro mąż kosi trawę latem, to kobieta powinna odśnieżać zimą, tak?
Owszem, uważam za karygodne, jeżeli jedyne co facet robi po pracy to siedzenie na kanapie i oglądanie telewizji, ale nie zawsze przyjęcie na siebie domowych obowiązków jest równoznaczne z byciem kurą domową.
Mam również wrażenie, że kobiety często przeginają z "podziałem obowiązków". Znam np żonę, która prasuje wyłącznie swoje rzeczy, męża odkładając na bok, bo: "a niech se sam prasuje". :kwasny:
Nie można wszystkich małżeństw wkładać do jednego wora. I nie zawsze da się podzielić obowiązki pół na pół.
 
 
truskawka_ja 

Dołączyła: 26 Lut 2008
Posty: 781
Skąd: ...
Wysłany: Pon Paź 06, 2008 10:51 pm   

Tak, tylko ze podzial obowiazkow typu ja gotuje bo to "kobiece" zajecie a maz naprawia cieknacy kran i zepsute gniazdko bo to "meskie" zajecie, sprowadza sie do tego, ze ja pracuje w domu codziennie a maz kilka razy w roku... :lol:
 
 
EwaM 


Wiek: 36
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 2535
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Paź 06, 2008 11:07 pm   

To znaczy, że w naszym małżeństwie męskich zajęć jest znacznie więcej niż u ciebie :wink: Mój mąż naprawdę ma co robić i nigdy nie woła mnie do spółki w swoich zajęciach. Poza tym, jak już pisałam on pracuje ciężko i dużo. Zdarza się na przykład, że dwa tygodnie wisi po 10-12 godzin dziennie na linach, remontując jakieś tam bloki czy maszty, deszcz nie deszcz z przerwami na 24-godzinne służby w straży i co, jak wróci do domu na obiad to mam mu powiedzieć, żeby pozmywał, bo ja gotowałam :?: A czasem pracuje tak non stop przez kilka tygodni, a jak skończy to dwa popołudnia leży na kanapie i ogląda telewizję. Dosłownie. Ale byłabym chyba nienormalna, żeby mieć do niego o to pretensje.
Ja gotuję i sprzątam, piorę i prasuję. Ale i tak mój mąż robi dużo więcej ode mnie i pracuje dużo ciężej niż ja. Mimo wszystko ktoś z boku mógłby powiedzieć, że on się dobrze ustawił, a ja jestem kurą domową.
 
 
555 


Dołączyła: 02 Lis 2006
Posty: 1486
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Paź 06, 2008 11:11 pm   

EwaM napisał/a:
Ja gotuję i sprzątam, piorę i prasuję.

Ewa, a Ty do tego pracujesz zawodowo..?
_________________
 
 
EwaM 


Wiek: 36
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 2535
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Paź 06, 2008 11:13 pm   

Tak, oczywiście.
 
 
mietka 
double trouble


Wiek: 42
Dołączyła: 28 Cze 2007
Posty: 1749
Skąd: Łódź/Żabiczki
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 10:43 am   

555 napisał/a:
EwaM napisał/a:
Ja gotuję i sprzątam, piorę i prasuję.

Ewa, a Ty do tego pracujesz zawodowo..?


ja do tego jeszcze zajmuje sie dzieckiem i pracuje...

ale nie czuje sie jakos dramatycznie "sponiewierana kura domowa" - grunt to dobra organizacja, bo ja mam jeszcze czas, zeby sie spotkac z kolezankami na plotki.
moj maz na pewno nie pracuje tak ciezko jak maz Ewy (umowmy sie, ze malo ktory moglby to przebic) ale faktem jest, ze nie ma go w domu od 10 rano przynajmniej do 21 codziennie oprocz poniedzialkow. to co? mam czekac ze zlewem pelnym naczyn do wieczora, bo ja gotowalam, to on pozmywa? a moze pranie ma lezec w pralce 8 godzin, zeby mogl wyjac co ja wlozylam? a moze mam mu zostawic prasowanie na noc? zeby stal kolo lozeczka ze spiacym Frankiem i prasowal do polnocy? rownouprawnienie, rownouprawnieniem, ale bez przesady!! to dla mnie by bylo niewygodne czekac na niego ze wszystkim, zeby bylo po rowno.
teraz jeszcze mieszkamy w bloku, ale mam nadzieje, ze juz na wiosne bedziemy mieszkac w domu pod lodzia.... i jezeli myslicie, ze ja bede kosic te 4 tys metrow trawnika, to jestescie w bledzie... ja tez nie poloze desek na podlodze w naszym domu... nie podlacze gniazdek i nie zrobie wielu innych rzeczy, ktore zrobi on.. no chyba, ze bedzie musial w tym czasie pozmywac, bo ja mu ugotuje obiad....

taki model wzorcowy model partnerski - "ja piore, ty prasujesz" sprawdza sie chyba tylko w rodzinach, w ktorych malzonkowie pracuja mniej wiecej tyle samo (i nie maja wielkiego trawnika do skoszenia) :)

[ Dodano: Wto Paź 07, 2008 10:45 am ]
EwaM napisał/a:
?e mi herbatę zrobi jak jestem zmęczona i jajecznicę na śniadanie jak jestem po imprezie i przyniesie soki z garażu jak wyjeżdża na kilka dni, żebym nie musiała sama nosić, i samochód mi umyje i posprząta, i kran naprawi, i odkurzy itd.


i dla mnie tez te drobiazgi, sa wazniejsze od przyslowiowych rozrzuconych skarpetek i tego, ze ja pozmywam i wyprasuje mu koszule...
_________________
 
 
Ela_i_Adam 


Dołączyła: 21 Sty 2007
Posty: 860
Skąd: łódź-widzew
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 12:25 pm   

Tak czytam wasze posty i zastanawiam się ze gdybym u nas miała wprowadzić dokładny podział obowiązków to dużo rzeczy leżałoby odłogiem przez długi czas bo mój mąż bardzo dużo pracuje a ja dużo czasu jestem w domu. Musze powiedzieć ze nigdy nie zastanawialiśmy się nad kobiecymi i męskimi zajęciami. Mój mąż wiedząc że mam odruch wymiotny jak patrzę na brudne naczynia i nie jestem wstanie ich umyć zmywał bez słowa przez kilka tygodni mimo ze ja byłam więcej w domu. poza tym wyszliśmy z założenia ze jeśli z czymś nie mogę sobie poradzić to zostawiam to na dzień w którym on będzie np. nie wkładam prania (np kocy czy pościeli) którego wiem ze sama nie powieszę ;)
_________________

Kocham Cię Adasiu :) 21.07.2007!!!!!!
 
 
mietka 
double trouble


Wiek: 42
Dołączyła: 28 Cze 2007
Posty: 1749
Skąd: Łódź/Żabiczki
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 12:53 pm   

oczywiscie.. jak bylam w ciazy moj maz robil w domu duzo wiecej, bo ja nie rzucalam sie na wieszanie prania, zdejmowanie i wieszanie firanek i inne niebezpieczne w ciazy zajecia.
podlogi tez on myl, a jak chcialam sama posprzatac, to wyciagal mi z szafy odkurzacz, zebym nie musiala sie z tym szarpac...
potem jak urodzil sie Franek moj maz wzial tydzien wolnego zeby sie z nim zaprzyjaznic i mi pomoc, poza tym codziennie rano zanim wyszedl do pracy schodzil po pieczywo i robil mi kanapki. czesto tez robil mi obiad, jezeli akurat nie bylo mojej mamy. ja po prostu nie mialam wtedy na to czasu i sily...
_________________
 
 
EwaM 


Wiek: 36
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 2535
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 7:04 pm   

O! Mietka, nareszcie jakieś słowa wsparcia, bo już się zaczęłam czuć jak jakiś dinozaur czy inny wymarły gatunek z moimi obowiązkami domowymi :lol:

A tak na poważnie, to ja i tak uważam, że na razie mam mało obwiązków. Bo co to jest pranie i prasowanie dla dwóch osób? Nie mamy jeszcze dzieci i muszę się przyznać, że nie zawsze gotuję. Jak męża nie ma w domu to jem obiad u moich rodziców, a jego często nie ma. :razz:

Kati, zastanowiłam się nad twoimi słowami:
Cytat:
To, że jak mama nie wychowała - to muszę niestety ja

A ciebie mama wychowała na ideał? Czy twój mąż czegoś by w tobie nie zmienił, nie wychował cię? Może jesteś zbyt surowa dla męża? Czy od siebie wymagasz tyle samo?

Dziewczyny, mąż też człowiek, ma prawo do słabości i złych przyzwyczajeń. Może gdybyście czasem przymknęły oko na ich niedociągnięcia to byście nie musiały się na nich wkurzać. I warto pamiętać, że kiedyś możecie potrzebować tego samego od nich.
 
 
jpuasz 


Dołączyła: 17 Maj 2006
Posty: 1210
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 7:45 pm   

No dobra, mój błąd że nie wziełam pod uwage tego, że mąż pracuje 10 czy 12h dziennie a żona powiedzmy 6 czy 8. Bo faktycznie w niektórych sytuacjach cięzko byłoby wymagac pewnych rzeczy od człowieka, który jest kilkanaście godzin na nogach.

Chodziło mi ogólnie o sytuacje w których kobieta wykonuje wszystkie "kobiece" prace a mężczyzna męskie, czyli kobieta ma prać, gotowac, zmywać, myć podłogi, prasować,itd. itp. czyli czynności w większości wykonywane codziennie. Mężczyzna natomiast sprząta (raz w tygodniu zazwyczaj wystarczy - pomijam sytuację gdy są dzieci), jak to powiedziała truskawka naprawia cieknący kran czy zepsute gniazdko (raz na kilka lat pewnie), wynosi smieci (1 lub 2 razy w tygodniu pewnie starczy - zalezy od pojemności kosza :P )no własnie i co jeszcze?? Bo z takich bardziej codziennych obowiązków nic mi nie przychodzi do głowy. I chodziło mi tylko o to, że nie rozumiem kobiet które godzą się na taki podział obowiązków przy założeniu, że małzonkowie pracują powiedzmy mniej więcej po równo.

Jeśli żona chce siedzieć w domu i być "kurą domową" to jest to jej wybór. Tylko ja tego po prostu nie rozumiem.
_________________
Pozdrawiam :)
Paulina



 
 
Kati 


Dołączyła: 23 Lut 2004
Posty: 3262
Skąd: :)
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 7:54 pm   

EwaM napisał/a:

Kati, zastanowiłam się nad twoimi słowami:
Cytat:
To, że jak mama nie wychowała - to muszę niestety ja

A ciebie mama wychowała na ideał?



A czy ja powiedziałam że na ideał :-?
Ale szczerze mówiąc niedociągnięć w czynnościach domowych - bo o tym tu mowa- nie mam żadnych. Nauczono mnie zmywać po sobie (męża uczyłam ja), nauczono mnie odkurzać kilka razy w tygodniu (mąż nie widział takiej potzeby), nauczono mnie układać swetry na półce (u męża mogły być na baczność), nauczono mnie wkładac brudne rzeczy do pralki/kosza na bieliznę (mąż skarpetki zostawiał na fotelu)... mogłabym wymieniać długo

Nie, ideałem nie jestem - ideałów nie ma. Ale w mojego męża musiałam włożyć sporo pracy, na szczęście z dobrym skutkiem - a nie robić za niego. Tyle ode mnie :]
_________________

 
 
 
mischelle22 


Wiek: 37
Dołączyła: 27 Gru 2003
Posty: 1211
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 8:28 pm   

Tak sobie czytam te Wasze wypowiedzi i jedno co mi się nasuwa na myśl:

Tolerancja - tolerancją.
Ale niech nikt nie próbuje tłumaczyć bałaganiarstwa - zmęczeniem czy nadmiarem pracy.
Na pewno Nasi mężowie nie są aż tak przepracowani aby nie mogli po sobie odłożyć brudnych skarpetek w odpowiednie miejsce (kosz/pralka itp..).

Z tego co piszecie (przepraszam, że akurat wymienię Ewo Ciebie) - nie masz nic przeciwko sprzątnięciu za niego tych wspomnianych skarpetek, bo on ciężko pracuje... :roll:

No u mnie w domu nigdy to nie przejdzie....
Ja nie zostawiam brudnej bielizny gdzie popadnie to sama oczekuję identycznego zachowania :wink:

Co do podziału obowiązków - nie wydzielam na męskie i damskie.
Mąż potrafi czasami coś ugotować, zrobi zakupy a ja nie potrzebuję pomocy przy drobnych naprawach domowych :wink:
_________________

 
 
 
mietka 
double trouble


Wiek: 42
Dołączyła: 28 Cze 2007
Posty: 1749
Skąd: Łódź/Żabiczki
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 10:05 pm   

moj maz na szczescie zawsze trafia skarpetkami do kosza na bielizne, co wiecej! skarpetki sa przewrocone na prawa strone! :)
_________________
 
 
555 


Dołączyła: 02 Lis 2006
Posty: 1486
Skąd: Łódź
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 10:12 pm   

no tak, ja pisze z perspektywy osoby, ktorej mąż jest w domu godzine-poltorej wczesniej.. poza tym nie ma ciezkiej fizycznej pracy.. dlatego oczekuje pomocy w wielu pracach..
_________________
 
 
megi 
Firma


Wiek: 37
Dołączyła: 16 Lut 2005
Posty: 739
Skąd: łódź
Wysłany: Wto Paź 07, 2008 10:55 pm   

A u Nas tez nie ma podziału:) maz pracuje duzo ( dwie prace) ja pracuje i wychowuje krystianka, no i dom na glowie:) Ale daje rade, jak już mi rece opadaja biore gosposie:) a jak moj maz jest w domu zawsze mi pomaga: pranie, kwiatki, i zmywanie jego ulubione czynnosci domowe..................ale mam gdzies jak czasem mam nie posprzzatane czy ugotowane, szkoda mi zycia i zdrowia aby sie pierdołami zamartwiac,a napewno z głodu w brudzie nie umrzemy:) Myśle ze rozsądek musi być!
_________________

 
 
EwaM 


Wiek: 36
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 2535
Skąd: Łódź
Wysłany: Sro Paź 08, 2008 12:02 am   

mischelle22 napisał/a:


Z tego co piszecie (przepraszam, że akurat wymienię Ewo Ciebie) - nie masz nic przeciwko sprzątnięciu za niego tych wspomnianych skarpetek, bo on ciężko pracuje... :roll:


No, jest to bardzo duże uproszczenie tego co napisałam. :) Nie do końca o to chodzi. Ze względu na pracę męża ja wykonuję większość obowiązków domowych, a skarpetki to całkiem inna historia. Po prostu jest to drobiazg, o który nie robię awantur. Nie napisałam, że pozwalam mężowi na bałaganiarstwo, o nie.
Chodzi o drobne ustępstwa z obu stron. Na przykład mój mąż ścieli po nas łóżko jak wstaje później niż ja :o chociaż przez wiele lat zarzekał się, że nie będzie tego robił, bo tego nie znosi i błagał mnie, żebym w naszym wspólnym domu nie zmuszała go to tego. No i co? Okazuje się, że ścieli łóżko, bo wie, że mi na tym zależy. A nawet słówka na ten temat nie powiedziałam na wiele miesięcy przed wspólnym zamieszkaniem. A skarpetki? Czasem wrzuci do kosza zanim ja je zauważę, a czasem jestem szybsza. :wink: Więc nie robię o to awantur, bo jest wiele innych spraw, w których bardzo się stara i wolę od razu te skarpetki podnieść i wrzucić do kosza niż wołać go to tego (zwłaszcza, że nie zawsze jest wtedy w domu). I tyle.

A tak wogóle to jeszcze się docieramy i jeszcze mnóstwo spraw do ustalenia przed nami. Czasem ręce mi opadają, owszem. A czasem jestem bardzo pozytywnie zaskoczona (jak z tym łóżkiem) :) I o dziwo! wszystkie drobiazgi, o które go poprosiłam zaraz na początku, należycie wypełnia, nawet jeśli nie robił tego w domu. Np, wyciera po sobie podłogę po wyjściu spod prysznica, czego nigdy nie udało mi się nauczyć mojego brata i wiecznie robiły się zacieki na płytkach. Nawet deska klozetowa zjeżdża w dół, chociaż na razie zachodzę w głowę jak to się dzieje i zaczynam mieć podejrzenie, że ta deska sama spada :?: :lol:
A co do obowiązków domowych to też nie jest tak, że on nic nie robi. Ja się na niego nie oglądam, ale on się włącza do tych prac sam. Jak goście przychodzą, a ja gotuję to on odkurza i myje podłogi, po posiłkach generalnie on sprząta ze stołu itd.
Ostatnio zmieniony przez EwaM Sro Paź 08, 2008 12:04 am, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
magdasid 
kocia mama ;)


Wiek: 39
Dołączyła: 08 Lis 2007
Posty: 369
Skąd: Uć ;)
Wysłany: Sro Paź 08, 2008 10:22 am   

Ewo, bardzo mi się podoba Twoje podejście do podziału obowiązków domowych. Ja też wychodzę z założenia, że jeśli mąż pracuje ciężej niż ja to właśnie ja wkładam więcej pracy w dom i w to co się w nim dzieje. Wiem, że nie jestem jeszcze mężatką, ale mieszkam z Arturem już 4 lata, więc co nieco mogę powiedzieć na temat bałaganiarstwa i mokrej podłogi w łazience :D Mój Artur jest listonoszem, jeździ do pracy na 6. Czasem wraca wcześniej, a czasem o 18. I uwierzcie mi-nie mam sumienia prosić go o cokolwiek, bo widzę, jaki jest zmęczony, ledwo powłóczy nogami. Jego jedynym obowiązkiem jest ostatnio wieczorne wychodzenie z psem. I chociaż NIENAWIDZ? zmywania robię to bez mrugnięcia okiem (no, może przymierzam się do tego ze 3 godz), bo przecież nie zapędzę go do zlewu, bo ja gotowałam. Wystarczy, że nalata się z ciężką torbą po piętrach i z ludźmi naużera, stać przy zlewie już nie musi. Za to wyrównuje się w weekendy, bo ja mam pracujące i wtedy on zajmuje się domem.
_________________

 
 
 
MalaJu 

Dołączyła: 26 Lut 2008
Posty: 2628
Skąd: Łódź
Wysłany: Sro Paź 08, 2008 11:10 am   

nie mam za duzego doswiadczenia (mezatka od soboty, a mieszkamy razem od polowy lipca), jednka moge powiedziec tak. po kilku powaznych rozmowach ustalilismy, ze wykonywanie tzw. kobiecych prac w domu nie ujmuje nikomu meskosci. teraz Irek wykonuje rzeczy, ktore tradycyjnie naleza do obowiazkow kobiety i jakos zyje. skoro wychodze do pracy przed nim a wracam duzo po nim, to chyba oczywistym jest, ze to On ma zajac sie domem... ja robie tylko tyle, na ile sil mi starcza.
 
 
555 


Dołączyła: 02 Lis 2006
Posty: 1486
Skąd: Łódź
Wysłany: Sro Paź 08, 2008 12:16 pm   

widze, ze zrobil sie z tego tematu watek o obowiazkach domowych, a przeciez wkurzanie to zupelnie inna sprawa, chociaz swoje przyczyny czesciowo w obowiazkach moze miec..
_________________
 
 
magdasid 
kocia mama ;)


Wiek: 39
Dołączyła: 08 Lis 2007
Posty: 369
Skąd: Uć ;)
Wysłany: Sro Paź 08, 2008 12:21 pm   

Ok, żeby nie było,że skrzywiam wątek. Wkurzam się na tego mojego łobuza np.kiedy obieca mi, że obejrzymy coś wspólnie, a później o tym zapomina. Albo gdy ma wolne a wymiguje się od wyjścia z psem.W końcu on chciał psa, nie ja, więc niech do cholery poświęci mu trochę czasu. Albo jak słucham o tuningowaniu auta przez dwie godziny. Jakby mnie to coś obchodziło :-? Albo jak pyta co dwie minuty jak jedziemy autem, czy bas dobrze gra. Grrr, nie znam się na tym,to po co mnie pyta??
_________________

 
 
 
mietka 
double trouble


Wiek: 42
Dołączyła: 28 Cze 2007
Posty: 1749
Skąd: Łódź/Żabiczki
Wysłany: Sro Paź 08, 2008 12:26 pm   

a mnie wkurza, ze tyle pracuje... bo nie musi az tyle... czasem mam wrazenie, ze specjalnie nawiewa z domu do pracy.... a potem przechodzi mi pms i juz jest ok
_________________
 
 
Martysia 
mammolina


Wiek: 33
Dołączyła: 23 Sie 2007
Posty: 538
Skąd: Milano
Wysłany: Sro Paź 08, 2008 5:25 pm   

a mnie mój na razie nie wkurza (no oprócz gorszych dni kiedy to wkurza mnie wszystko i wszyscy) :o ciekawe kiedy zacznie, mam wrażenie, że nigdy, jest tak niesamowitym człowiekiem ze wspaniałym charakterem i manierami :D ale czasem to chyba ja jego wkurzam
_________________
 
 
 
EwaM 


Wiek: 36
Dołączyła: 30 Lip 2007
Posty: 2535
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Paź 27, 2008 4:09 pm   

Wczoraj mnie wkurzył. Na maksa :evil:
Rano spytałam czy jego spodnie muszą lądować (po przyjściu do domu, bo po mieszkaniu chodzi w bokserkach) na środku dywanu. Czy zamiast tego nie mogłyby lądować w garderobie, choćby i na środku, ale w garderobie?
Odpowiedź - Nie.
A dlaczego? - Bo tak mi wygodniej.
Aż się zagotowałam. Ale ugryzłam się w język i nic nie powiedziałam. Pyta się po chwili czy jestem obrażona o te spodnie. Odpowiedziałam, że nie o spodnie tylko o podejście. A potem wyszłam na zajęcia.
Wróciłam o piątej i czekał na mnie gorący, pyszny obiadek, a spodnie wisiały w bardziej odpowiednim miejscu. Co prawda jeszcze nie idealnym, ale zdecydowanie lepszym niż środek dywanu.
I przeszło mi :-?
 
 
juta79 


Wiek: 39
Dołączyła: 05 Paź 2007
Posty: 394
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Paź 27, 2008 4:50 pm   

Moj moz zostawia ciuchy w sypialni w miejscu w ktorym sie rozbiera wiec poprosilam go kiedys aby przesuna troche bardziej w lewo to dopiero bedzie dokladnie na srodku. Myslalam ze sie zreflektuje i posprzata :kwasny: naiwna bylam :zalamany:
_________________

 
 
 
szaraczarownica 
zgryźliwy tetryk


Wiek: 35
Dołączyła: 15 Mar 2008
Posty: 1429
Skąd: Łódź
Wysłany: Pon Paź 27, 2008 6:15 pm   

EwaM napisał/a:
Rano spytałam czy jego spodnie muszą lądować (po przyjściu do domu, bo po mieszkaniu chodzi w bokserkach) na środku dywanu.
juta79 napisał/a:
Moj moz zostawia ciuchy w sypialni w miejscu w ktorym sie rozbiera


Zabiłabym!!

Dużo jestem w stanie znieść (mieszkałam kiedyś "na swoim" z moim ex prawie 3 miesiące w USA), ale jeżeli ubrania nie zostaną schowane "z widoku" (może być porozwalane w garderobie albo skołtunione i upchnęte w szafie - nie ja w tym będę chodziła), to dostaję szału i dochodzi do rękoczynów.
_________________

 
 
słonko 
projektant - amator


Wiek: 36
Dołączyła: 19 Kwi 2007
Posty: 2226
Skąd: Łódź/Warszawa
Wysłany: Pon Paź 27, 2008 7:46 pm   

szaraczarownica napisał/a:
Dużo jestem w stanie znieść (mieszkałam kiedyś "na swoim" z moim ex prawie 3 miesiące w USA), ale jeżeli ubrania nie zostaną schowane "z widoku" (może być porozwalane w garderobie albo skołtunione i upchnięte w szafie - nie ja w tym będę chodziła), to dostaję szału i dochodzi do rękoczynów.


Dokładnie tak samo uważam.

Co do wkurzania - generalnie drażni mnie, gdy przeklina (robi to rzadko, ale jednak),

- gdy zostawia coś nie na "swoim" miejscu (również męska przypadłość - weźmie, ale nie odłoży tam, gdzie leżało, choćby był tuż obok tego miejsca, dotyczy to m. in. ciuchów)

To chyba najczęstsze - trudno mi w tej chwili wymyślić coś więcej. Oczywiście zdarza się, że wkurza mnie bez powodu, ale to moja wina, nie jego przecież - czasem chyba każdy ma taki dzień, gdy wszystko go drażni.
_________________
 
 
 
juta79 


Wiek: 39
Dołączyła: 05 Paź 2007
Posty: 394
Skąd: Łódź
Wysłany: Sob Lis 01, 2008 1:39 pm   

szaraczarownica napisał/a:
Zabiłabym!!


ja też bym zabiła :x tylko gdzie ja drugiego męża znajdę :?
_________________

 
 
 
szaraczarownica 
zgryźliwy tetryk


Wiek: 35
Dołączyła: 15 Mar 2008
Posty: 1429
Skąd: Łódź
Wysłany: Sob Lis 01, 2008 2:20 pm   

juta79 napisał/a:
ja też bym zabiła :x tylko gdzie ja drugiego męża znajdę :?


Rozbroiłaś mnie tym tekstem :x_rot
_________________

 
 
klarysa 

Dołączyła: 01 Lut 2007
Posty: 895
Skąd: Łódź
Wysłany: Pią Lis 07, 2008 11:05 pm   

A mnie mój teraz wkurza swoją nieobecnością. Po co mi on w ogóle, jak nie możemy razem porozmawiać, wyjść na zakupy czy do kina, wyjechać gdzieś razem?! Owszem, mogę wyjść z przyjaciółką, tylko ten mąż to wtedy naprawdę mi niepotrzebny :evil:
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
statystyki odwiedzin z innych stron


Publikowanie w całości lub fragmentach treści zawartych na Łódzkim Forum Weselnym bez zgody administratorów forum jest zabronione.
Reklamy
wesela sala taneczna Łódź

www.foto-sobieraj.com.pl